dość lenistwa!

Tagi

, ,

Dawno mnie tutaj nie było, powody absencji są  różne, jak to w życiu bywa. Po maratonie w Poznaniu zdecydowałem o miesięcznym odpoczynku od biegania. Decydując się na takie wyzwanie, bałem się, że nie wytrwam w tym postanowieniu… ale udało się. Ba, przerwa trwała dłużej. Jak się człowiek przyklei do krzesła, kanapy i telewizora, to później się od tego wszystkiego oderwać. Przyszły święta, dalej intensywny czas w pracy i tak znalazłem się w styczniu 😉

To, że praktycznie nie biegałem, nie oznacza, że nic w związku z tym nie robiłem. Sezon biegowy już zaplanowany, ale o tym innym razem. W wolnych chwilach uczestniczę w przygotowaniach 2. Muzycznej Ćwiartki, która 20 kwietnia odbędzie się w Pile. Zachęcam do udziału! 🙂

Wraz z Nowym Rokiem lenistwu powiedziałem „dość”! Tym bardziej, że na wadze ujrzałem kilka kg więcej niż przez większą część minionego roku 😉 Jak powiedziałem, tak też zrobiłem i styczeń zamknął się 169km na liczniku, z każdym miesiącem będzie ich coraz więcej bo głównym wyzwaniem na wiosnę jest 12. Cracovia Marathon!

Jestem maratończykiem…!

Tagi

, , , , , , , ,

Na ten start czekałem od momentu, gdy zdecydowałem się na udział w poznańskim maratonie.  Im było bliżej, tym bardziej rosły moje wyobrażenia tego, co miało się dziać na trasie. Czekałem na ścianę, która dopada biegaczy po 30 km i na radość która przychodzi na ostatnich metrach. Pomimo, że do Poznania mam tylko 100km, pojawiłem się tam już w sobotę. Chciałem poczuć ten maraton  wraz z całą otoczką. Po dotarciu na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, zdałem sobie sprawę z ogromu tego wydarzenia. Wielkopolska gościnność i gospodarność widoczne były na każdym kroku, a jak się później okazało, przeniesienie strefy biegacza do centrum było strzałem w dziesiątkę.

Do biura zawodów dotarłem już w sobotę wspólnie z Waldkiem. Pierwsze kroki skierowaliśmy do Biura Zawodów, w końcu właśnie tam czekały na nas upragnione pakiety startowe. O prócz chipu i numeru startowego, organizatorzy wyposażyli nas w koszulkę techniczną, całkiem przydatny worek sportowy i kilka innych pierdołek 😉 Z pakietami udaliśmy się do Marka, Ady i reszty Brooksowej ekipy. Później jeszcze pozwiedzałem targi i udałem się na zasłużony odpoczynek i rozmyślanie o tym co miało przyjść jutro. Długo zastanawiałem się jak się ubrać i jak biec. Ostatecznie stwierdziłem, że wieczorem nic już nie wymyślę, a na rozmyślanie czasu miałem sporo… Noc była trudna, ciągle się budziłem, chyba dlatego, że nie chciałem zaspać…

Rano wstałem około 6:30, może to i dobrze, bo dzięki temu mogłem w spokoju się ogarnąć. Na początek sprawdzone śniadanie, w postaci energy cake’a, dwa banany i nawadniacz. Podczas spaceru do strefy biegacza oceniłem, że będzie ciepło i pobiegnę na krótko. Przed szatniami spotkałem Andrzeja i Wieśka i dalej poruszaliśmy się ju razem. Tam też uzgodniliśmy z Wieśkiem, Andrzejem i Gaśnicą, który dotarł chwilę później, że pobiegniemy razem. Przed startem odbyłem 10 minutowy trucht i kilku minutowe rozciąganie. Po czym przywitałem się z tablicą 42km, zrobiłem sobie z nią zdjęcie i pomyślałem… „będę tu za cztery godziny”. Znalazłem chłopaków i ustawiliśmy się przed zającami lecącymi na 4:00. Przez pierwsze 10km mieliśmy truchtać w tempie 5:40/km, a później lekko przyspieszać.

Emocje rosły z każdym momentem. Za minutę dziewiąta jeszcze raz spróbowałem sobie wyobrazić ten bieg. Chwilę później zagrały Rydwany ognia i ruszyliśmy. Towarzyszyła mi radość spowodowana startem w maratonie i niepewność tego co będzie za trzydzieści kilka kilometrów. Na trzecim stwierdziłem, że takie tempo jest dla mnie za wolne i przyspieszyłem do 5:30/km, a w okolicach 10km endomondo pokazało 5:19/km. W tym momencie przyjąłem pierwszego żela i z tempem w przedzile 5:16/km – 5:19/km dotarłem do półmetka. Tam zobaczyłem Roberta, który do swojego maratonu i swoich sił podszedł zbyt optymistycznie – wystartował z tempem na  czas 3:30. Chwilę pobiegliśmy razem, ale później postanowił jeszcze zwolnić. Ja kontynuowałem zgodnie z nowymi założeniami. Dobre samopoczucie na 30km wskazywało, że to był dobry ruch. Tam po wizycie w punkcie odżywczym przyjąłem trzeciego żela i zacząłem oczekiwanie na to co przede mną.

Na Serbskiej, gdzie usytuowany był 34 km, zaczął się mój maraton. Tam wraz z pokonanym dystansem rósł wymagający podbieg na dystansie blisko 2km. Ten odcinek kosztował mnie sporo sił. Moje tempo spadło do 5:50/km, a odległość pomiędzy następnymi km zdawała się być coraz to większa. Po uporaniu się z Serbską i Aleją Solidarności trasa zaczęła się obniżać, co pozwoliło mi ostatni raz przyspieszyć, chwilę później dopadł mnie kryzys. Coś zaczęło się dziać w mojej głowie, ale wmawiałem sobie „nie zatrzymuj się, biegnij! Starałem się…! Jeszcze mi wychodziło.

Na Śródce zobaczyłem kibicującego Grześka. Tam znalazłem nawet siły, aby wyskoczyć i przybić Bykowi „piątkę”. Później długa prosta pod wiatr i długi podbieg na Aleję Niepodległości. Tempo mojego biegu zaczęło spadać wprost proporcjonalnie do wysokości n.p.m. Kolejny długi podbieg, zmęczenie i wiatr wiejący z naprzeciwka zmusiły moją głowę do marszobiegu. Na 39/40 km jeszcze raz zobaczyłem Byka, ale tam już nie znalazłem sił na ekspresyjne witanie się z nim. W Punkcie odżywczym znowu głowa powiedziała maszeruj. Na szczęście tylko na chwilę. Gdy odpocząłem wróciłem do biegu i raz jeszcze powtarzałem… „nie zatrzymuj się! biegnij! Jeszcze kawałek i meta.

Na Powstańców Wielkopolskich znowu podbieg, ale biegłem, bo widziałem już PKP i Targi Poznańskie, a to oznaczało, że meta faktycznie jest blisko! Postanowiłem jeszcze raz nacisnąć i pewnie dlatego na Mości Teatralnym złapał mnie skurcz uda  i znowu maszerowałem 😦 Doping kibiców i pragnienie mety spowodowały, że szybko uporałem się ze sobą i mogłem lecieć dalej. Ostatni akt mojego pierwszego maratonu rozegrał się 15 metrów przed metą tam skurcz chwycił oba uda. Zatrzymałem się i chwilę zawyłem z bólu i ruszyłem. W końcu meta była już na wyciągnięcie ręki.

Po przekroczeniu mety w czasie 3:53:03 i odebraniu medalu nadszedł czas na radość. Cieszyłem się jak dziecko razem z innymi biegaczami i kibicami. W głowie krążyła mi myśl, że na tę radość pracowałem cały rok ciężko trenując i walcząc z przeciwnościami losu. A teraz jestem maratończykiem! 🙂 Z wielkim bananem na twarzy, zmieniającym się czasem w grymas bólu, udałem się do strefy biegacza. Tam radości nie było końca. W końcu zrealizowałem swój cel, przebiegłem maraton, a przy tym złamałem 4h. Szkoda tylko że nie udało się przebiec bez zatrzymywania. Wiosną w Krakowie powinno się udać! 🙂

A jak z organizacją? W kilku słowach mogę powiedzieć, że to fantastycznie zorganizowany bieg. Wykorzystanie targów dało ogromne możliwości. Trasa ciekawa, choć płaska nie była. Biuro zawodów jak i cała oprawa wokół bardzo mi się podobała. Czuło się tam nowoczesność i sprawność organizacyjną.

Teraz trzy tygodnie przerwy pd biegania, później wracam po więcej. Czas na nowe wyzwania! 🙂

New Balance M1260RB2 – test

Tagi

,

TEST BUTÓW BIEGOWYCH
New Balance M1260RB2 (męski)

W tej kategorii m.in: 
Brooks Ravenna 3, Brooks Adrenaline gts 12, Brooks Trance 11, New Balance M860OS2, New Balance M870BB2, Puma FAAS 350 Stability Racer, Asics Gel Kayano 18, Asics GT-2170, Asics GeL-1170

producent i informacje: www.newbalancesklep.pl
kolekcja (sezon, rok): Lato 2012
kolor: Szaro-niebieski
waga: 338g (rozm. 9,5)
Kategoria: treningowe
Rozmiary EU: 40.5, 41.5, EU 42, 42.5, 43, 44, 44.5, 45, 45.5, 46.5, 49,
Cena: 499 PLN

amortyzacja, stabilność: technologia Abzorb, materiał N2, System Stabilicore
przestrzeń na palce: dopsowana
korytko pięty: dobrze wyprofilowane
ochrona ścięgna achillesa: Wygodny zapiętek, tworzywo gumowe umieszczone na podeszwie pod piętą, które zapewnia trwałość podczas uderzeń piętą.

KRÓTKO O BUCIE
Nowość New Balalance, buty przeznaczone dla osób ze stopą pronującą do biegania na twardych nawierzchniach, obuwie całoroczne.

PLAN TESTOWANIA
Obuwie od New Balance’a testowałem od połowy sierpnia do końca września. W tym czasie truchtałem po asfalcie, kostce brukowej i chodnikach. Zdarzały się również sytuacje, kiedy przenosiłem się na parkowe ścieżki i nieutwardzone leśne szlaki, gdzie można było znaleźć trochę cienia. Buty były testowane na różnych dystansach, zarówno podczas treningów, jak i na różnych imprezach biegowych. Podczas testów pokonałem niespełna 370km.

PIERWSZE WRAŻENIE
Ten aspekt to dla mnie dość istotna sprawa. Wygląd jest pierwszym kryterium, jakie  zwykle stosuję przy wstępnej selekcji. Muszę przyzna, że testowany model przypadł mi do gustu. Niebiesko-szara cholewka z bielą w podeszwie stanowią dobre zestawienie kolorów, które powinno pasować do większości strojów biegacza. But wydaje się być skonstruowany solidnie. Producent zwraca również  uwagę na bezszwowo wykończone wnętrze, które powinno chronić stopy przed ocieraniem. Zwróciłem również uwagę na gumowe tworzywo umieszczone na pięcie. Muszę przyznać, że sprawia wrażenie trwałego.

OPIS PRODUCENTA
Buty przeznaczone dla osób ze stopą pronującą do biegania na twardych nawierzchniach. Kontynuacja serii 1260 została wzbogacona o technologię N2 czyli nowej klasy materiał charakteryzujący się niską gęstością oraz wysoką sprężystością cząstek co w znacznym stopniu zmniejsza wagę i poprawia amortyzację. Nowością jest również technologia T-BEAM wzorowana na desce surfingowej stabilizująca śródstopie oraz ruchy skrętne. Dodatkowo bezszwowo wykończone wnętrze uchroni nasze stopy przed ocieraniem, co zdecydowanie poprawi komfort podczas biegania.

RAPORT Z TERENU
Sprzęt powstał z myślą  o amatorach biegania po twardej powierzchni. Ja podczas testowania sprawdziłem również, jak zachowuje się na leśnych ścieżkach, bo w tej kwestii lubię uniwersalność. Muszę przyznać, że nie odczułem wówczas specjalnych problemów, to mi wystarczy. Podczas zapoznawczych kilometrów buty wydawały się lekko sztywne. Jednak po pokonaniu kilkunastu ta dolegliwość ustąpiła.  Przez cały czas dobrze trzymały stopę. Podeszwa skutecznie chroniła przed nadmiernym odczuwaniem nierówności terenu, a także zapewniała przyzwoitą amortyzację. Nie mogę zapomnieć o dobrej przyczepności. Mam jednak zastrzeżenia do niewystarczającej wentylacji, która doskwierała mi podczas długich wybiegań w wyższych temperaturach. Po obniżeniu temperatury ta niedogodność pewnie ustąpi. Po pokonaniu blisko 400 km na butach nie widać uszkodzeń, a podeszwa nie uległa większym przetarciom. Na koniec sprawa, na którą również zwracam uwagę. Sznurowadła są płaskie i miękkie dzięki czemu nie rozwiązują się podczas biegania, a to istotne. Szczególnie gdy na zawodach walczymy z czasem 😉

PODSUMOWANIE I OCENA
Podsumowując, można stwierdzić, że nowe New Balance M1260RB2, to buty dobre dla osób, które cenią sobie UNIWERSALNOŚĆ. Bez większych przeszkód można w nich biegać przez cały rok. Są przeznaczone dla osób o wadze 80+. Ja ważę nieco mniej. Dlatego aby poczuć przyjemność biegania, musiałem je troszeczkę „ubić”.

PRZEWIEWNOŚĆ/IZOLACJA – 3,5/5
AMORTYZACJA – 4/5
PRZYCZEPNOŚĆ – 5/5
KOMFORT – 4/5
TRWAŁOŚĆ/WYTRZYMAŁOŚĆ – 5/5
WAGA – 4,5/5
WYGLĄD/DESIGN – 4,5/5
OCZEKIWANIA – 4/5
STOSUNEK CENA-JAKOŚĆ – 4/5
RAZEM 38,5/45

Rakoniewice – mój plan na 7 października

Tagi

,

Tydzień przed poznańskim maratonem wybiorę się do Rakoniewic. Tam 7 października odbędzie się II Dycha Drzymały. Na forach biegowego światka wrzało od pozytywnych opinii uczestników na temat tego biegu. Potwierdzają to liczne wyróżnienia przyznane przez portal maratonypolskie.pl i fakt, że 22 września został przekroczony limit uczestników i lista startowa jest już zamknięta. Jak będzie w tym roku? Czas pokaże 🙂

„Biegać mądrze” – opinia

Tagi

, , , , ,

Los chciał, że w minioną środę trafiłem do szpitala. Na szczęście powodem ponadtygodniowego odpoczynku nie była kontuzja nóg. Nie będę się jednak na ten temat specjalnie produkował 😉 Podczas przedszpitalnych przygotowań postanowiłem zabrać coś, na co nie mogłem ostatnio poświęcić zbyt wiele czasu – książki. Pierwsza z nich to „Hobbit” J.R.R. Tolkiena, druga natomiast – „Biegać mądrze” Richarda Benyo.

Wydawca zapowiada ją następująco: „Plejada gwiazd amerykańskiego biegania opowiada jak biegać szybciej, zdrowiej, bezpieczniej i z coraz większą radością. Po prostu – jak biegać mądrze. Książka sumuje ogrom wiedzy zdobytej przez lata startów, treningów, organizowania zawodów – życia bieganiem”.

Lektura przypadła mi do gustu, bo nie jest typowym poradnikiem zawierającym plany treningu, propozycje diety i przykłady ćwiczeń. Jest natomiast zbiorem wypowiedzi doświadczonych, „biegaczy z najwyższej pułki”, którzy opisują swoje doświadczenia. Każdy z nich uprawia swoją pasję w inny sposób, a mimo to odnosi, lub odnosił, liczne sukcesy. Czytając te historie, uświadomiłem sobie, że każdy z może znaleźć w nich kawałek siebie. To lektura dla osób, które lubią wiedzieć więcej, rozkładać swoje bieganie na części pierwsze. Znajdziemy tam zbiór tekstów m.in. na temat podejścia do biegania oraz motywacji.

Celem książki jest zadawanie pytań, na które trzeba sobie szczerze odpowiedzieć. Możemy w ten sposób dojść do wniosku, że trenujemy zbyt intensywnie, lub zbyt lekko, za długo, a może zbyt krótko. Pomaga w tym układ poszczególnych części np. rozdział 11. zatytułowano „Biegaj więcej”, następny „Biegaj mniej”. Dzięki tym pytaniom możemy nasze bieganie wprowadzić na nowe tory. Wówczas będziemy pewnie biegać mądrzej.

Polecam każdemu, kto szuka swojego pomysłu na bieganie. Zarówno nowicjuszowi, który nie ma pojęcia jak zacząć, jak i doświadczonemu, a może już wypalonemu biegaczowi, który wpadł w rutynę i potrzebuje zmian, ale nie bardzo wie jak i gdzie je wprowadzić. Historie osobistości, które autor zaprosił do współpracy spowoduję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, to coś dzięki czemu będzie biegać bardziej świadomie. Jednym słowem – mądrzej.

III Bieg Przełajowy im. Jerzego Adamskiego – relacja

Tagi

, , , , , ,

Wraz z końcem wakacji wróciłem do biegania w powiatowym cyklu „Biegaj z nami”. Dotychczas odbyło się siedem biegów w różnych miejscowościach powiatu pilskiego. Tym razem rywalizacja przeniosła się do Piły, gdzie na osiedlu Staszyce odbył się III Bieg Przełajowy im. Jerzego Adamskiego. Gospodarzem zawodów była Rada Osiedla Staszyce z Marianem Małeckim na czele. Trzeba przyznać, że organizatorzy profesjonalnie podeszli do swojej roli, ale o tym później 🙂

fot. Hubert Adamczyk

Po odbiorze numeru startowego i przywitaniu się ze znajomymi, udałem się na rozgrzewkę. Później pamiątkowe zdjęcia z towarzyszami z 4Run Teamu, rozmowy na luźne tematy i na zegarkach pojawiła się 11:00. Na starcie ustawiłem się tuż za czołówką. Nie miałem ochoty na późniejsze przepychanki. Tym bardziej, że na pierwszych metrach było dość wąsko, a na starcie pojawiło się ponad 200 uczestników.

fot. Hubert Adamczyk

Po sygnale, który dał prezydent Piły Piotr Głowski, ruszyliśmy w trasę. Najpierw niewiele ponad 2km po piachu i nierównej nawierzchni, ale to w końcu przełaje. Później 1,7km asfaltu i kostki brukowej, gdzie czułem się znacznie lepiej i znowu w las z dwoma wymagającymi podbiegami, które dały się we znaki niejednemu biegaczowi tego dnia. Po pokonaniu tego odcinka specjalnego zostało jeszcze 500m i moim oczom ukazała się meta. Tam czekał na nas pamiątkowy medal, butelka wody, ciepła grochówka i gorące napoje. Te cieszyły się dużym zainteresowaniem, gdyż w pewnym momencie spadł deszcz i… temperatura. Na szczęście tylko na chwilę. Pozostało jeszcze czekać na dekorację najlepszych i losowanie licznych nagród.

fot. Sebastian Daukszewicz

Na pokonanie 5,2km potrzebowałem 22 minut i 17 sekund, co dało mi 50 pozycję wśród 190 biegaczy, którzy ukończyli zawody. Jak się później okazało, dzięki tym zawodom, podskoczyłem na 7 miejsce w klasyfikacji generalnej w swojej kategorii wiekowej. Teraz rywalizacja przenosi się do Miasteczka Krajeńskiego (28.09.). Dzień później biegamy w Wysokiej.

Tu wszystko się zaczęło…

Tagi

, , , ,

fot. Waldemar Pytlarz

W niedzielę, 9 września 2012r. podobnie jak większość z członków mojego teamu – 4 Run Team Piła wziąłem udział w 22. Międzynarodowym Półmaratonie Philipsa. Zawody te były dla mnie szczególne, ponieważ właśnie od pilskiej połówki rozpocząłem swoje oficjalne bieganie. Pamiętam emocje jakie towarzyszyły mi podczas odbierania pakietu startowego, bezsenność spowodowaną przemyśleniami na temat biegu, no i samą trasę. Wówczas na pokonanie 21km potrzebowałem dwóch godzin i pięciu minut. W tym roku miało być inaczej…

Korzystając z faktu, że bieg odbywa się „w domu” pakiet startowy odebrałem już w sobotę. Tego samego dnia odbyło się pasta party, podczas którego umówiłem się z Waldkiem Łastowskim, że ustanowimy nowe życiówki na poziomie niższym nież 1h40′

W niedzielny poranek spotkaliśmy się w sklepie Brooks’a o 10 i chwilę później rozpoczęliśmy rozgrzewkę pod okiem Marka Jaroszewskiego. Na początek kilkaset metrów truchtu, skipy, ćwiczenia rozgrzewające i te co rozciągają. Na koniec wspólne zdjęcie z metą w tle i nadszedł czas na zajmowanie optymalnych miejsc na starcie. Tyma razem ustawiliśmy się z Waldkiem blisko linii startu. Tam jeszcze ostatnie ustalenia i ruszyliśmy.

W tym roku pilska połówka odbyła się na nowej trasie pozbawionej podbiegu na osiedle Górne. W zamian mieliśmy do pokonania płaską, składającą się trzech różnych pętli trasę. Trzeba przyznać, że to dobre rozwiązanie. Wpłynęło to na nas pozytywnie, gdyż za każdym razem przebiegaliśmy w okolicach mety, która obfitowała w kibiców zagrzewających nas do wysiłku, walki ze zmęczeniem i upływającym czasem. Na pochwałę zasługują strażacy, którzy przy ul. Paderewskiego ustawili kurtynę wodną i pani z posesji przy al. Niepodległości, która „częstowała” nas wodą z węża ogrodowego. Wprawdzie słońce nie grzało tak jak w poprzednim roku, ale i tak woda się przydała.

fot. Łukasz Januszewski

Z Waldkiem biegłem do pierwszego wodopoju (5km) wtedy zorientowaliśmy się, że dobiegliśmy tam w znacznie krótszym czasem niż wcześniej zakładaliśmy. Na tym etapie mi to nie przeszkadzało. Bałem się jednak tego co może przyjść później i po kilku chwilach poinformowałem Waldka, że ja nieco zwolnię i w tempie 4:30 – 4:40 biegłem do mety. Lekki kryzys pojawił się w okolicach 20km, ale doping kibiców zgromadzonych na końcowym odcinku trasy pozwolił mi dobiec do mety w czasie, którego nie zakładałem 1:36:25. Na mecie czekały na nas medale z sylwetką Jerzego Skarżyńskiego, masaże dla chętnych, woda oraz nieograniczony posiłek regeneracyjny w postaci makaronu w strefie stworzonej na potrzeby biegaczy.

Szkoda tylko, że pilską połówkę ukończyło mniej zawodników niż w ubiegłym roku. Zapewne wpłynęło na to przeniesienie Mistrzostw Polski w kategorii kobiet do Warszawy, a także odbywający się w tym czasie Festiwal Biegowy w Krynicy. Mamy nadzieję, że to tylko chwilowa sytuacja i w przyszłych latach znowu będziemy mieli tendencję wzrostową.

fot. Łukasz Januszewski